||

„Ja dzieciakom tylko otwieram furtki” – Adam Jakubowski

W tym roku w czasie ferii zimowych postawiliśmy na aktywność fizyczną. Wiele dzieci skorzystało z zajęć sportowych, w tym także z profesjonalnym trenerem. Placówka wsparcia dzieci w Ustce miała szansę poćwiczyć z prawdziwym mistrzem świata w kickboxingu z 2019 roku. Adam Jakubowski zgodził się udzielić nam wywiadu o tym, dlaczego sport jest tak ważny w życiu dzieciaków i jakie wartości ze sobą niesie. Zapraszamy do przeczytania.

Co jest trudniejsze – zdobycie mistrzostwa świata czy praca z dziećmi?

Adam Jakubowski: Trudne pytanie na początek! To są zupełnie dwie różne rzeczy. Jedna jest z księżyca, a druga jest z ziemi, ale obie są równie trudne. Ci co pracują z dziećmi na co dzień – wiedzą, jaka to wymagająca praca. A ci, co zdobyli mistrzostwo świata, też doskonale wiedzą, ile to wymaga wyrzeczeń, ciężkiej pracy i wysiłku. Ale jest coś, co łączy jedno i drugie – w obu przypadkach chodzi o serce. Jak się robi to, co się lubi, to się nie przepracuje ani jednego dnia.

Czyli Pan nie przepracował ani jednego dnia?

AJ: Można tak powiedzieć… Trenuję dzieci od 42 lat. Dzisiaj, niektórzy z moich pierwszych podopiecznych są już starszymi ludźmi. Zdarza się, że na zajęcia do mnie trafiają dzieci albo nawet wnukowie moich pierwszych zawodników. Przyprowadzają swoich potomków, co znaczy, że widzieli w tym wartość dla siebie. Może to jakiś dar, że choć minęło tyle lat ci ludzie dalej przychodzą?

Jakie wartości przekazuje dzieciom sport taki jak kickboxing?

AJ: Ja zawsze mówię, że najważniejsza jest dyscyplina. To ona pomaga przyjść na trening, niezależnie czy się chce, czy się nie chce. Sama motywacja nie wystarczy, bo ona po pewnym czasie znika. To dyscyplina pozwala zdobywać szczyty.

Jak młody człowiek wytworzy w sobie dyscyplinę, to potem może wszystko. Nic nie jest w stanie go zatrzymać. Ani brzydka pogoda, ani tymczasowy brak chęci, ani przeciwności losu. I on potem przez świat idzie z tą wewnętrzną siłą.

Czy można powiedzieć, że sport pomaga dzieciom radzić sobie z emocjami?

AJ: Zdecydowanie tak. Mogę śmiało powiedzieć, że jedna trzecia moich podopiecznych to są dzieci z trudnych domów, środowisk, po życiowych przejściach. Ja tak naprawdę „wyciągam” te dzieciaki z kąta. Przychodzi na zajęcia zakrzyczany, zahukany, z wszelkimi traumami, o których wie tylko garstka osób. Staram się to wyczuć i wtedy pracujemy. Często słyszę, jak osoby przychodzące do mnie trenować, mówią, że ten nasz klub jest dla nich jak rodzina.

To, co Pan mówi, brzmi, jakby te zajęcia były niejako formą terapii.

AJ: Myślę, że w dużej mierze tak to wygląda. Nawet same dzieciaki przychodzą na zajęcia i do końca nie rozumieją, co ich ciągnie na trening. Współcześnie wiele dzieci nie ma świadomości, po co się to robi, ale po czasie zaczynają rozumieć.

Mam w grupie jedną dziewczynę, która ma już 18 lat. Pochodzi właśnie z trudnego domu…  Sama mówi, że gdyby przyszła wcześniej do mnie na treningi, to jej życie inaczej by się potoczyło. A ja jej mówię, że przyszła w odpowiednim dla siebie czasie i że nieważne, kiedy zaczynasz o siebie walczyć, to zawsze jest dobry czas, by wrócić „do siebie”. Przekonuję ją do pozytywnego myślenia i innego patrzenia na świat. Że wszystko jest w jej rękach, zależy od jej decyzji.

A jak sport wpływa na relacje między dziećmi?

AJ: Wzmacnia szacunek i chęć niesienia pomocy. Sztuki walki takie są, jeśli się je dobrze prowadzi. Ja ich uczę kickboxingu na stary sposób – z szacunkiem do ludzi i przeciwnika. Nie robimy z tego agresji, tylko dobry sposób na odreagowanie trudnych emocji. Teraz niestety bardzo popularne stały się „Fame MMA”, które okropnie zniekształcają obraz tradycyjnych sztuk walki. Cierpimy na brak autorytetów, oglądamy celebrytów, którzy po prostu się biją i nie ma w tym grama szacunku do przeciwnika.

Fakt – sporty walki mocno kojarzą się z biciem.

AJ: Nie, jeśli jest to dobrze prowadzone. U mnie zaczynamy od szacunku, potem dyscyplina i chwytanie życia w swoje ręce. Lubię mówić, że ja tym dzieciakom otwieram furtki, a oni potem sami wybierają, co chcą robić. Ale niestety jest bardzo dużo takich klubów, które uczą agresji i okładania się po twarzach… Trzeba dobrze trafić.

W tegoroczne ferie prowadził Pan zajęcia dla podopiecznych świetlicy środowiskowej w Ustce. Czy coś tam Pana zaskoczyło?

AJ: Szczerze, to nic mnie nie zaskoczyło. Jak już mówiłem – wielokrotnie stykałem się z dziećmi, które pochodzą z trudnych środowisk. Wiem, jak z nimi pracować. No i to serce, które mam ogromne do pracy z dziećmi. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że gdy się nie otworzy serca dla dzieci, to się dobrego kontaktu nie znajdzie.

Jaką jedną radę dałby Pan dzieciom, które marzą o sukcesie – nie tylko w sporcie?

AJ: Nie lękaj się i wyjść z cienia!

Podobne wpisy