Kobiety w świetlicach. O puszce coli, superbohaterce i nadziei
Każdego dnia chętne do pomocy i wysłuchania historii o problemach. Zawsze mające w zanadrzu ciepłe słowo, dobrą radę i uśmiech. Najlepsze ciocie, a zarazem twardzielki, które stawiają czoła wielu przeciwnościom. Kobiety. Kierowniczki świetlic. Dzisiaj przygotowaliśmy dla Was trzy historie kobiet, które każdego dnia działają dla dobra podopiecznych w swoich świetlicach.
Dzień Kobiet to dobry moment, żeby powiedzieć głośno o pracy, której często nie widać i kobietach, które zmieniają życie wielu najmłodszych. Każdego dnia robią znacznie więcej niż tylko prowadzą placówkę. Tworzą bezpieczne miejsce dla Dzieci, które nie zawsze mają łatwy start. Są organizatorkami, wychowawczyniami, czasem psycholożkami czy mediatorkami, a czasem po prostu dorosłymi, którzy są obok… Poznajcie historie Edyty, Elżbiety i Barbary.
„Czasem wystarczy jedna osoba, która daje nadzieję„
Edyta mówi, że od zawsze lepiej czuła się w towarzystwie Dzieci. W młodości miała swoją bandę podwórkową, którą się opiekowała. „Dzieciaki od zawsze były w moim życiu” – mówi i dodaje, że w tej pracy jest z powołania. Nie zastanawiała się nawet, co innego mogłaby robić.
Edyta Leszczyńska jest kierowniczką świetlicy KCADiM „Narnia” we Wrocławiu. Tam na co dzień spędza czas z Dziećmi, organizuje warsztaty, pomaga w nauce, słucha o problemach, doradza i wychowuje. Nierzadko walczy z wiatrakami. – „W tej pracy trzeba być wyjątkowo odpornym i silnym psychicznie. Najtrudniejsze jest postawić granicę pomiędzy życiem prywatnym, a życiem Dzieci, które do nas przychodzą. To ogromnie trudne, bo dla niektórych stajesz się częścią życia”.

Zapytana o najmilszą rzecz, jaka spotkała ją w świetlicy, opowiada: – „Jedna z wychowanek zaprosiła mnie kiedyś na swoją osiemnastkę. Czułam się na maksa wyróżniona, bo na tej imprezie w dość kameralnym gronie byłam jedyną osobą spoza rodziny… Czułam, że ta praca, którą z nią wykonałam, przyniosła naprawdę dobre owoce„. Za chwilę ze wzruszeniem mówi o kolejnej sytuacji, która wydarzyła się całkiem niedawno.
– Mamy w Narnii takiego chłopca – bardzo lubi do nas przychodzić. Pewnego dnia w sekrecie zadzwoniła do mnie jego mama i powiedziała, że jest z niego strasznie dumna, ale on sam się tym nie pochwali. Gdy mieli w szkole napisać wypracowanie na temat osoby, którą podziwiają, która jest dla nich autorytetem… to on napisał o mnie. Bardzo mnie to wzruszyło!
Edyta podkreśla jednak, że to bardzo trudna praca. – „Bardzo często człowiek daje z siebie 300%, a jeśli trafisz na opornego rodzica, to wszystkie wysiłki idą na marne… Dzieci często powielają schematy domowe, nie dając sobie szansy na inne możliwości i realia. Ale zawsze staram się iść do przodu. Nawet gdy czasem widzę niewdzięczność, roszczeniowość, to zawsze trafią się osoby, które dają nadzieję. I chociażby dla tej jednej osoby, która wyjdzie z trudnego środowiska i będzie miała lepszą przyszłość – WARTO.”
***
„Może to dobry rok, by otworzyć puszkę coli?”
Na honorowym miejscu w świetlicy „Grodzisko” w Gdańsku od zawsze stoi puszka coli. Widnieje na niej napis „Najlepsza ciocia”. Tę puszkę Elżbieta dostała od swoich wychowanków chyba w 2012 roku, gdy były na jakimś wydarzeniu i napis świetnie pasował im do kierowniczki świetlicy.
– „Może ten rok to dobry moment, by tę puszkę w końcu otworzyć?” – śmieje się Ela i za chwilę tłumaczy dlaczego.
„Ostatnio Dzieciaki znalazły kronikę naszej świetlicy i odkryły, że w tym roku mija mi okrągłe 20 lat, od kiedy pracuję w Grodzisku. A przyszłam tu tylko na chwilę… Koleżanka poprosiła mnie, żebym pomogła jej zorganizować zajęcia na wakacje dla Dzieci. Studiowałam wtedy pedagogikę i od razu się zgodziłam. Był ciepły czerwiec, zaczęłam pomagać tu jako wolontariuszka i tak o, zostałam.”

Elżbieta Leśniewska zdradza, że na pedagogikę nie poszła przypadkiem. Od najmłodszych lat kiełkowała w niej chęć opieki nad Dziećmi, lubiła się nimi zajmować, także w harcerstwie, gdzie spędziła lata młodości. Zastanawia się, czy na ten jubileusz 20-lecia nie zorganizować jakiejś uroczystości w świetlicy.
Mówi jednak też o trudnościach tej pracy. – „Czasem następowało wypalenie… Czasem się po prostu nie chce, ale zawsze… wydarza się coś, jakiś promyczek słońca, który napawa nadzieją. Historie Dzieciaków są trudne, człowiek bierze to na siebie, bo wierzy, że przyszłość tych Dzieci może być lepsza. Mocno się angażuje i są momenty, że naprawdę widać rezultaty naszego działania!”
„Co mi daje siłę? Wdzięczność Dzieci. Ale trzeba się nauczyć ją dostrzegać, wyłapywać pojedyncze słowa wdzięczności. Gdy dołączają do nas nowe Dzieci, często są zdziwione, że mogą coś zrobić, zobaczyć, czegoś doświadczyć. Że po prostu mogą. To takie miłe widzieć, jak się otwierają i cieszą nowymi szansami.”
***
„Superbohaterka, spełnienie marzeń i wsparcie z góry”
Barbara Wasilewska mówi, że kierowniczki świetlic to nie są superbohaterki. To kobiety, które robią to, co im w duszy gra. I które czują potrzebę pomagania Dzieciom.
Na co dzień Barbara dzieli swoje życie na dwa światy. Do południa jest nauczycielką w szkole, a popołudnie spędza w świetlicy „Panorama” w Zabłudowie, której jest kierowniczką i współzałożycielką. Spytana o to, dlaczego zdecydowała się na pracę w świetlicy, odpowiada, że to naprawdę długa historia…
– „W szkole pracuję od 1987 roku, a tuż po wkroczeniu w nowe milenium zaczęłam się angażować w zajęcia dla Dzieci i Młodzieży w pobliskim domu kultury. Pracowała tam moja przyjaciółka Dorotka, która miała wielkie ambicje pomocy Dzieciakom z naszego terenu. Jej marzeniem było stworzenie właśnie świetlicy. Ja, Dorotka i jeszcze koleżanka Iwonka zaczęłyśmy więc działać, by takie miejsce powstało w Zabłudowie.
Wtedy mało się mówiło o świetlicach, edukacji i pomocy psychologicznej czy o emocjach w ogóle. Basia i jej koleżanki chodziły na kursy, doszkalały się, robiły praktyki w innych placówkach socjoterapeutycznych. Burmistrz pomógł im powołać do życia stowarzyszenie i znalazł odpowiednie lokum, a w 2013 roku została otwarta długo wyczekiwana świetlica „Panorama”.
Superbohaterka
– „Mam takie jedno piękne wspomnienie z tamtego czasu. Odebrałyśmy budynek na nieodpłatne użytkowanie placówki, weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy robić porządki. Sprzątałyśmy, myłyśmy okna, ustawiałyśmy meble i potem tak usiadłyśmy i napełniło nas silne wewnętrzne poczucie satysfakcji i radości. Udało się! Mamy tę świetlicę!” – opowiada z entuzjazmem Barbara. Niestety w 2014 r. Dorota nagle niespodziewanie zmarła. Jej inicjatywa na szczęście przetrwała. – „Dorota odeszła, ale wierzymy, że wspiera nas z góry. Teraz, jak tak sobie myślę, to niewątpliwie Dorotka była naszą superbohaterką, a my kontynuujemy nieprzerwanie jej dzieło.”
Barbara mówi, że jest wiele pięknych momentów. Gdy Dzieci mówią, że uwielbiają przychodzić do Panoramy. Gdy inne pytają, jak mogą zapisać się do świetlicy. Gdy choć jedno Dziecko znajdzie w placówce swój azyl, poczuje się ważne i uwierzy w siebie. – „Wtedy wiadomo, że warto” – mówi kierowniczka.
– „Bardzo ważny był dla nas też moment nawiązania współpracy z Fundacją POCIECHA. Dofinansowanie do ciepłych posiłków – Dzieci już dopytują, kiedy znowu będą obiadki. Pierwsze tygodniowe kolonie wypełnione atrakcjami, to dla nas bardzo wiele znaczy. Wcześniej organizowaliśmy dwu-trzydniowe biwaki, ale gdy Dzieci pojechały na pełne kolonie, to były zachwycone! To miłe momenty – na przykład ta rozmowa również. Pozwala poczuć, że nie jesteśmy w tym same.”
Pani Barbara na koniec dodaje, że niesamowite jest też widzieć, jak do świetlicy trafiają Dzieci swoich wcześniejszych wychowanków. Życie zatacza koło. – „Lubię to, co robię. Lubię widzieć, że nasze działania przynoszą efekty. Jesteśmy terapeutami, dajemy swoim podopiecznym bardzo duże wsparcie, wyrównujemy braki emocjonalne, pomagamy uwierzyć w siebie.”

Osoby na zdjęciach (z okresu powstania świetlicy) od lewej i od góry:
- ŚP. Dorota Rogucka – inicjatorka i współzałożycielka Stowarzyszenia Społeczno-Edukacyjnego „Panorama” i Świetlicy środowiskowej z elementami socjoterapii w Zabłudowie.
oraz członkinie Stowarzyszenia, które pracują w Świetlicy jako wychowawcy i socjoterapeuci od momentu powstania do dziś:
- kierowniczka Barbara Wasilewska,
- Jolanta Turosińska – mentorka, u której jako stażystki P. Barbara i Dorota ropoczynały pracę w Klanzowej Świetlicy socjoterapeutycznej w 2001 roku,
- Joanna Łajewska – Talipska.
